Artykuł o Kurtyce bez wazeliny

 
 
 

Ściana była ambitna, styl stal się obsesja
(Alex Mac Intyre)

Vertical nr 37W drugiej połowie września 2012 w Verticalu ukazał się mój artykuł poświęcony Wojtkowi Kurtyce: Voytek Kurtyka - Shining Wall Climber ou l'itinéraire d'un romantique. Przypadek sprawił, iż w dniu, w którym ten 37 numer wspomnianego czasopisma znalazł się w kioskach, Zwierz obchodził swoje 65-te urodziny. Sto lat....niech się wspina nam!
Dlaczego o tym piszę ? Z pewnością nie dla autoreklamy! Wojtek początkowo zgodził się na współpracę. Mieliśmy zacząć od wywiadu, później miałem napisać artykuł dotyczący jego górskiej działalności. Lecz niespodziewanie Kurtyka wycofał się z projektu. Ach! ten jego egocentryzm. Zarzucił mi, iż go praktycznie nie znam, później napisał, że nie jesteśmy na jednej fali itd. Podczas naszej ostatniej rozmowy telefonicznej niepokoił się, czy przypadkiem nie naświetlę jego sylwetki z jakiejś złej strony, czy przypadkiem nie przedstawię go jako postaci poszukującej sławy.

Wszystko zaczęło się dwa lata temu we wrześniu. Claude Gardien, redaktor naczelny Verticala zaproponował mi, żebym napisał kilka stron o Wojtku. Ze Zwierzem widziałem się chyba ze cztery razy w końcu lat 70-tych, w Tatrach i w Podlesicach. Znalazłem jego numer telefonu i przypomniał sobie nasze spotkanie. Wszystko było OK na początku, lecz stopniowo atmosfera zaczęła się psuć. Zwierz chciał mi narzucić swoje tematy filozoficzne, a ja nie lubię pisać pod dyktando, miałem wcześniej kilka doświadczeń z cenzurą we wrocławskiej "Odrze". No i się sprawa rypnęła!
Claude Gardien był zdruzgotany.
- Nie bój się Claude, mówiłem, dam sobie radę sam. Zrobimy artykuł bez współpracy Wojtka.
Rozpoczęły się poszukiwania tekstów Wojtka rozsianych w Taterniku i w zagranicznych czasopismach. Bardzo pomogła mi Elsa z biblioteki w ENSIE w Chamonix. W końcu po kilku miesiącach miałem już całą kurtykowską dokumentację. Kilka cennych informacji dostałem od Reinholda Messnera, Jean'a Troilleta, Erharda Loretana i Lindsaya Griffina. Kilka zdjęć podesłał Janusz Kurczab i Robert Schauer.
Tekst o Kurtyce pisałem po francusku, nie ma więc wersji polskiej. Są dostępne także wersje: angielska, niemiecka i włoska.

Co napisałem o Wojtku? Wszystko, czego dowiedziałem się z jego artykułów i z kilku rzadkich wywiadów udzielonych przez Kurtykę. Pomocna była też książka Jurka Kukuczki.
Z upływem czasu artykuł zaczął się rozrastać i zdałem sobie sprawę, iż z braku miejsca tylko część materiału można będzie zamieścić w Verticalu.
Znalazłem kilka nowych dokumentów na temat Kurtyki. Na początku 2011 Erhard Loretan i Jean Troillet z entuzjazmem zgodzili się na wspólne spotkanie poświęcone Wojtkowi. Zrozumiałem wówczas, że ta kupa nowego materiału przekracza ramy kilkustronicowego artykułu.
- Chyba trzeba będzie zrobić z tego książkę! pomyślałem. Projekt nadal jest aktualny, chociaż szwajcarskie spotkanie nie odbyło się. Los zadecydował inaczej: Lori zginął na banalnej drodze.
Tekst dotyczący Kurtyki ukazał się, czego się spodziewałem, w skróconej wersji ( 15% materiału).  Claude Gardien przeczytał całość i zadzwonił:
Piotr, musze k... skrócić twój tekst i to mnie bardzo wk... gdyż jest świetnie napisany. Dziewczyny z redakcji są już zakochane w Kurtyce. Co do reszty materiału: dzwoniłem do wydawnictwa Guerin w Chamonix, są zainteresowani książką na temat Kurtyki.
Wojtek Kurtyka był i pozostaje dla mnie, i z pewnością dla mojego pokolenia wspinaczkowego, duchowym ojcem. Podobnie jak Bonatti, Harlin, Haston czy Hemming. W Europie Zachodniej jest postacią praktycznie nieznaną. Wszyscy znają wyłącznie listę przejść Kurtyki.
Dla dzisiejszego pokolenia alpinistów wyczynowych Voytek, jak nazywają go na Zachodzie, nie jest mitem, lecz drogą do naśladowania. Świadczą o tym liczne maile, które nadeszły do redakcji Verticala po ukazaniu się 37-ego numeru. Nie tylko maile: pierwsze, dokonane niedawno, przejście Grani Mazeno na Nanga Parbat jest dowodem, iż Zwierz się nie pomylił łojąc tak jak łoił.

Wracając do tekstu. Co napisałem o Kurtyce? Rzetelną prawdę. Pisząc o Zwierzu nie mogłem pominąć kontekstu, w jakim rozwijało się po wojnie polskie taternictwo i polski alpinizm: pod baczną obserwacją czerwonego systemu. Musiałem więc wspomnieć o nielegalnym przekraczaniu tatrzańskiej granicy i o rożnych perypetiach z tym związanych. Pisałem tez o Kurtykówce, o zimowych przejściach Wojtka na Kazalnicy, o jego skali trudności. Musiałem wspomnieć o alpejskiej działalności polskich taterników, wspinających się w Alpach z garstką dolarów i z zabytkowym sprzętem. Środkowa cześć tekstu zawiera wszystkie wysokogórskie osiągnięcia Wojtka: od Kohe Bandaka do Cho Oyu.
Pisząc o Kurtyce nie można nie wspomnieć o jego alpinistycznej etyce, której główną ideą jest, stosowany do dzisiaj, styl one push. Końcowa cześć tekstu dotyczy literackiej działalności Kurtyki (Losar) i jego mistycznego kontaktu ze Świetlistymi Górami.
Tekst kończy się porównaniem Shining Mountain z kryształową kulą z Monologu na Mont Blanc. Lecz chyba Kurtyka nie obrazi się za tę osobistą, literacką dygresję.

To tyle.
Wojtek Kurtyka wycofał się ze współpracy sugerując wyłącznie interesujące go tematy jak Ścieżka, góry. Po naszej ostatniej rozmowie telefonicznej przysłał mi wywiad, który przeprowadził z nim Zbyszek Skierski  Krajobraz ze ściany. Lecz jak pisać o zawikłanych sprawach filozoficznych, jeśli o Kurtyce nikt nic nie wie na Zachodzie? Może innym razem?
Podczas jednej z ostatnich rozmów poprosiłem Kurtykę o zgodę na francuskie tłumaczenie Losara, myśląc o włączeniu tego opowiadania do aneksu planowanej książki. - To może tłumaczyć ktoś, kto czuje język francuski! Na angielski tłumaczyły moje opowiadanie trzy osoby. To był ich język macierzysty. Zajęło im to rok czasu.
Taka była odpowiedz Wojtka.
Wk. się i przetłumaczyłem Losara w tydzień.

Nie mam żalu do Wojtka, że się wycofał, pomijam też jego aluzje na rożne tematy. Ja też się wycofałem, gdyż nigdy nie piszę pod kogoś, nawet pod Kurtykę. Szkoda, iż tak wyszło.
Moją przesłanką podczas pisania tekstu o Kurtyce był Wojtek - alpinista. Nic złego o nim nie napisałem, nie stawiam go też na piedestale. Uważam, iż przedstawiłem Wojtka Kurtykę tak jak trzeba było to zrobić, to znaczy jako jednego z największych alpinistów ostatniego stulecia. Uczciwie, obiektywnie i bez wazeliny. Myślę, że potraktuje ten artykuł w Verticalu jako mój urodzinowy prezent.

 

Piotr Paćkowski

Honfleur, 14 października 2012

 

VERTICAL - SKANY ARTYKUŁU