JOHN ELVIS HARLIN II (1935-1966)

PROSTO DO GÓRY ZACHODNIĄ ŚCIANĄ
czyli
historia jednej, nieistniejącej już, drogi

 
 
 

 

Straight up 1 to tytuł pierwszej biografii Harlina. Używając tego wyrażenia James Ramsey Ullmann, jej autor, miał z pewnością na myśli górska filozofie amerykańskiego alpinisty: wprost do góry.

Straight up ma jeszcze wiele innych znaczeń, jedno z nich można przetłumaczyć: jednym haustem, tak jak wychyla się szklankę wódki lub whisky bez lodu.

Według jednego z amerykańskich przyjaciół, ktoś, kto, wychyla kielicha jednym haustem, nie jest tchórzem ani pijakiem. Jednym haustem - to także filozofia życia.2

Droga Harlin-Robbins na zachodniej ścianie Petit Dru była jedna z wielkich, mitycznych dróg alpejskich. Przestała istnieć po obrywach w 2005 roku.

Jej otwarcie związane było z wieloma próbami. Podobnie jak direttissima południowej ściany Aiguille du Fou, Direct route of the west face of Petit Dru nie została pokonana jednym haustem lub inaczej - z marszu.


Oto jej historia.

 

* * *


Wspinaczkowo debiutowałem na drogach mixtowych i - prawdę mówiąc - skała nie interesowała mnie specjalnie do momentu, gdy patrząc na zachodnią ścianę Petit Dru, zostałem zafascynowany przez te tysiąc metrów granitu. Byłem wówczas przekonany o istnieniu drogi przecinającej romb zachodniej ściany. Lecz, jak się dowiedziałem, jeszcze takiej nie było. Coraz bardziej przyciągała mnie ta wspaniała granitowa forma, jakby naszkicowana na górze będącej symbolem Alp. Coraz bardziej konkretyzowała się chęć do poprowadzenia tam nowej drogi - pisze w opublikowanych pośmiertnie wspomnieniach autor direttissimy.3

John Harlin dowiaduje się od angielskiego wspinacza Robina Smitha o możliwości otwarcia nowej drogi środkową częścią zachodniej ściany Petit Dru. Obiecuje więc sobie, iż zajmie się poważnie tym problemem, jeśli tylko czas mu na to pozwoli. W tym okresie amerykański alpinista mieszka jedną nogą w Szwajcarii, a drugą w Niemczech Zachodnich, będąc w jednej z europejskich baz amerykańskich pilotem US AIR FORCE.

Royal RobbinsProjekt direttissimy zaczyna się konkretyzować latem 1964 roku.

Royal Robbins, król Yosemitów, pisze do Harlina polecając mu amerykańskiego wspinacza boliwijskiego pochodzenia Lito-Tejadę-Floresa, kwalifikując go jako znakomitego alpinistę.

Harlin spotyka się z Floresem na kempingu w Biollay 4w Chamonix, umawiając się z nim na zaatakowanie zachodniej ściany w lipcu. Młody wówczas Georges Payot5 i jeden z obecnych na kempingu amerykańskich wspinaczy, NIck EstcourtChris Richards, proponują pomoc w doniesieniu ciężkich worów pod ścianę.

W międzyczasie Harlin znajduje trzeciego członka wyprawy: jest nim Nick Estcourt,6 będący wówczas prezesem klubu wspinaczkowego w Cambridge.

Harlin zamierza zaatakować ścianę amerykańską techniką Big Wall: dwóch się wspina, trzeci holuje sprzęt.

 


Harlin, zgodnie z sugestią Hemminga, który zna ścianę, decyduje się na wspinaczkę cokołem, w linii największego spiętrzenia, gdyż tak poprowadzona droga osiągnąć może długość prawie tysiąca metrów.

 

LitoPierwszego dnia alpiniści pokonują 15 wyciągów klasyczno-hakowych i biwakują na szarych tarasach. Harlin jest zafascynowany ogromem ściany i stwierdza, podobnie jak później na Eigerze, iż w górach człowiek jest tylko miniaturą.

 

 

Następnego dnia międzynarodowa ekipa zaczyna wspinaczkę lewą częścią pierwszego okapu, a w rzeczywistości serią okapów, z których największe mają do pięciu metrów wysięgu. Lito na biwakuPo kilkunastu metrach Harlin oddaje prowadzenie Floresowi, który odpada wykonując długi lot i wyrywa partnera ze stanowiska. Przy okazji spada plecak z puchami i aparatem fotograficznym

Wycofujemy się z drogi zostawiając poręczówki. Wieczorem rozpętuje się gwałtowna burza.Trawersując jeden ze żlebów dostrzegamy, dzięki błyskawicom, jaskrawe kolory plecaka ze zgubionym sprzętem.

To nasze jedyne pocieszenie.

Zdeprymowani wyjeżdżamy w Dolomity

Lito

Po kilku dniach Harlin ponownie powraca pod ścianę. Zespół stanowią: Flores, Pierre Mazeaud i "pożeracz Dolomitów" - Roberto Sorgato. To drugie podejście także kończy się wycofam. Alpiniści nie przekraczają osiągniętej podczas pierwszej próby, strefy okapów, zjeżdżając w potopie deszczu i kamiennych lawin:

Wszystkie liny są ponadcinane, trzeba uciekać. To cud, że lawiny przechodzą obok. Ulewa odkleja wszystko, co się rusza na ścianie. Głazy zabawiają się do szaleństwa szybując w powietrzu. Odór siarki.

Lito prusikujeW lipcu 1965 roku Robbins przyjeżdża ze Stanów do Leysin w Szwajcarii (godzina drogi samochodem do Chamonix) szkolić młodych adeptów łojenia, w świeżo otworzonej przez Harlina ISMM (INTERNATIONAL SCHOOL OF MODERN MOUNTAINEERING).

W wolnych chwilach Harlin i Robbins przygotowują sprzęt, między innymi bongi", przywiezione przez Royala ze Stanów i zaczytują się w najnowszych prognozach pogody.

Trzecia próba kończy się dla alpinistów na morenie pod ścianą, a wkrótce potem, czwarta - na tarasach pod ścianą zachodnią:

Dochodzimy do półek po serii szóstkowych wyciągów i trudnych kawałkach hakówki, na których pierwszy raz używamy "bongów". Po południu otrzymujemy in the flesh prognozę pogody, oczywiście jest ona zła. Kolejny wycof; te porażki są nie do zniesienia.

Harlin na biwaku9 sierpnia 1965:
Camping w Biollay. Harlin i Robbins rozkładają przed namiotem sprzęt i sprawdzają wszystko na check-liście.
Żelazna wola i dobra pogoda: teraz albo nigdy.

 

Pierwszy biwak w pobliżu ściany.

 

10 sierpnia:
O świcie alpiniści podchodzą kuluarem, w którym tego dnia jest tłoczno: Czesi, Japończycy, Niemcy i oczywiście Polacy. Pomimo lawin spowodowanych przez biwakujących na tarasach zespołów Harlin i Robbins dochodzą bez szwanku pod ścianę. Harlin pracował już na drodze podczas poprzednich prób, oddaje więc prowadzenie Robbinsowi. Zespół pokonuje wreszcie miejsce pierwszego wycofu: pierwszy okap.

OkapW następnej strefie przewieszonej pałeczkę przejmuje Harlin wspinając się do podstawy drugiego dachu, nazwanego, z braku natchnienia, jak napisze później alpinista-pilot, 40 metrowym okapem. Pierwszego dnia wspinaczki wieczorem Amerykanie biwakują ponad drugim okapem na tarasach, oddalonych 15 metrów od drogi. Pierwszego dnia pokonali 9 wyciągów lecz do Wielkiego Dachu, którego obawiają się alpiniści, pozostały jeszcze dwie długości liny.

 

11 sierpnia:
o świcie Harlin rozpoczyna trudne hakowe wyciągi, które uważa za najniebezpieczniejsze w swojej karierze, błogosławiąc przywiezione przez Robbinsa z USA cvm-y i sky-hoocki. Scenografię drogi stanowią głucho dudniące bloki i skalne, odstające łuski, przypominające ostrza gilotyny. Na drugim wyciągu Harlin staje się ofiarą szybujących kamieni: jest ranny w udo. Na szczęście kość nie jest pęknięta pomimo uderzenia jak kulą
dum-dum.

Do końca drogi prowadzenie przejmuje Robbins. Ostatnie 40 metrów do okapu stają się wiecznością: haki trzymają symbolicznie, asekuracja jest wyłącznie psychologiczna. Robbins walczy do wieczora z kruszyznę przeklinając soczyście wielotonowe bloki. Alpiniści zakładają biwak pod Wielkim Dachem.

Dochodzę na małpach do półek. Nad nami Wielkie Widmo: największy okap ściany rozpościera przed nami swe skrzydła. Lecz tędy właśnie wiedzie nasza droga. Jesteśmy w matni.

12 sierpnia:
Babanow na Drualpiniści wchodzą w szarą depresję po obrywie na lewej części filara Bonattiego, w bezpośrednim sąsiedztwie drogi klasycznej. Do szczytu brakuje im tylko kilka wyciągów.

Harlin na kładącej się teraz lekko ścianie delektuje się kawałkami lodu znalezionymi i pierwszymi od trzech dni promieniami słońca. Na drodze Magnone'a Amerykanie dostrzegają dwóch alpinistów:

Usłyszeć nagle głosy z bliska - co za wyśmienita niespodzianka! Dwie sylwetki rozmawiają w słowiańskim języku. To Polacy. Jeden z nich odpowiada nam gestami. Patrzymy jak przeciągają plecaki. Dostrzegam źle przymocowany czekan. Uprzedzamy ich, że mogą go zgubić. Niestety nie rozumieją nas, lecz czekan nie poszybował .

Harlin i Robbins odprężają się wreszcie tego trzeciego dnia wspinaczki. Najgorsze należy już do przeszłości. Ostatni biwak i wreszcie komfort: góry, wygodna półka, muzyka z tranzystora, woda, śnieg i błękitne niebo. Wszystko czego potrzebuje alpinista do szczęścia.

13 sierpnia:
Robbins stwierdza "
cudowne" uzdrowienie Harlina, który jest gotów do poprowadzenia dwóch ostatnich, mieszanych wyciągów.

Po południu alpiniści docierają do podszczytowego épaule. Jeszcze kilka długości liny filarem Bonattiego i wreszcie półka z żyłą kwarcu.

Petit dru diretissimaSpotkanie z Bevem Clarkiem7 i Lito Floresem, którzy uprzedzeni przez krótkofalówkę o kontuzji Harlina, ofiarują pomoc w zniesieniu plecaków. Harlin przestrzega towarzyszy przed zdradliwym spadkiem koncentracji podczas zjazdów. Robbins ponownie przeklina przypominając sobie pozostawiony przy żyle kwarcu aparat fotograficzny. Jak na złość załamuje się pogoda. Alpiniści przygotowują się do tym razem nieprzewidzianego biwaku, oferują puchową gościnę dwójce Szwajcarów, którzy skończyli "na lekko" filar Bonattiego.

Nazajutrz ta międzynarodowa ekipa rozpoczyna zejście do schroniska, kończące się euforycznymi zjazdami na czterech literach. Ku konsternacji oczekujących w Chamonix żon, wpinaczy, przyjaciół i dziennikarzy, dwójka z direttissimy ukrywa się jeszcze przez półtora dnia w przytulnym jak "niedźwiedzia jama" schronisku Charpoua.

To helikopter wypłoszył nas z gór w stronę tego mizernego świata wyrzutów, niezrozumienia i gratulacji. Co pozostanie z naszych wysiłków? Droga na ścianie? Relacja z przejścia? Kilka zdjęć? To wszystko straci jutro sens. Zatrze się nawet wspomnienie. Jutro zastąpi wczoraj. Lecz jutro można stworzyć tylko dzięki wczorajszym wysiłkom. To jest najwajniejsze.

 

 

Pierwsze przejście: Harlin i Robbins, 10-13 sierpnia 1965r.

Drugie: G. Geisenberger i Reisenacher, w 1972, w pięć dni

Trzecie: ekipa PZA w 1976 roku, pierwsze zimowe przejście (Malinowski, Piekutowski, Wach i Wolf)

Próby zimowe: ekipa PZA 1975, Afanasiev, Desmaison i Flemattim, luty 1976.

Czwarte: JC. Marmier, P. Monzat i P. Royer, 21-26 lipca 1977

Piąte: C. Clement i M. Robinson, 28-29 lipca 1979, łapiąc się tylko 22 haków

Szóste: Esteve, Levy, Marmier i Jeguier, zimą 1980, w ponad 30 dni!

Siódme: M. Pedrini w 1982, próba odhaczenia

Ósme: Escoffier, Etienne, Profit i Renault latem 1983, pierwsze przejście klasyczne, 7a+ na drugim okapie, 2 x A0

Dziewiąte: dwójka Rosjan w 1984 roku

Dziesiąte: W. Babanow, solo w 1984.


Zdjęcia American Alpine Journal z autoryzacją Johna Harlina III.

Schemat drogi: Christophe Profit i Thierry Renault


Podziękowania:
Jean Affanasief, Joel Block, John Harlin III, Pierre Mazeaud, Georges Payot, Christophe Profit i Thierry Renault.

Pierre Mazeaud i George Payot to jedni z nielicznych alpinistów, którzy znali Harlina.

To także nieliczni bywalcy Chamonix, którzy odważyli się mówić o Harlinie i osiągnięciach Anglosasów. Inni są zazdrośni do dzisiaj.

 

 

GALERIA ZDJĘĆ

 


Piotr Paćkowski

Chamonix 2008- Normandia 2010

 

 

 


1J.R.Ulmann:Straight up - The Live and Death of John Harlin, Edition Doubleday, New York 1968

2Tlumaczenie wyrazenia: Joel Block profesor literatury francuskiej, Iselin NJ

3John Harlin: Petit Dru, West Face Direttissima, American Alpine Journal 1966. Wszystkie kolejne cytaty pochodza z tego zrodla.

4Za cmetarzem, dziki i nieistniejacy juz kemping, znany polskim apinistom.

5Znany przewodnik i byly profesor ENSY

6Zginal w 1978 w lawinie na zachodniej grani K2

7Przyjaciel Harlina, instruktor ISMM