Wyścig po Niemców.
Zachodnia ściana Petit Dru

 

 
 
 


Latem 1966 roku zachodnia ściana Petit Dru staje się teatrem słynnej akcji ratunkowej. Historia tej akcji, jej konsekwencje dla niektórych uczestników, a także wspomnienia jednego z "ratowników - wspinaczy", wywiad "minute" z Desmaisonem, kilka słów Hemminga.          

 

Historia

Petit Dru14 SIERPNIA 1966. Dwaj niemieccy alpiniści: Hermann Schroddel i Heinz Ranich wspinają się drogą Magnone, na zachodniej ścianie. Kończą właśnie wahadłowy trawers gdy załamuje się pogoda (24 wyciąg kombinacji DIRECTE AMERICAINE-DROGA KLASYCZNA). Rozpętuje się gwałtowna burza i wkrótce zaczyna padać śnieg. Kontynuacja drogi jest bezsensowna: sześć wyciągów przewieszonym filarem i wyjście północną ścianą. Wycof zjazdami też nie wchodzi w rachubę ze względu na kruszyznę. Pozostaje jeszcze ucieczka drogą Allaina lecz tam panują już prawdopodobnie warunki zimowe, a poza tym alpiniści nie mają zaufania do starej poręczówki wiszącej na wahadle od nie wiadomo jak kiedy.


Niemcy rozumieją, że znaleźli się w pułapce.


Na Montenvers ktoś usłyszał wołania o pomoc. W Chamonix przygotowuje się akcja ratunkowa. W tym czasie PGHM - Peleton de Gendarmerie de Haute Montagne (wojskowy odpowiednik naszego GOPR-u) jeszcze nie istnieje. (W 1958 roku powstaje GSHM, przechrzczony później na PMHM. Obie te organizacje zajmują  się wyłącznie koordynacją akcji ratowniczych. Dopiero w 1971 roku powstaje PGHM, posiadający do dzisiaj wraz z Sécurite Civile monopol na ratownictwo wysokogórskie).

Garry Hemming

Ratownictwem w latach sześćdziesiątych zajmują się trzy, kolejno dyżurujące, organizacje: Wojskowa Szkoła Wysokogórska (EMHM - Ecole Militaire de Haute Montagne) , Państwowa Szkoła Narciarstwa i Alpinizmu (ENSA- Ecole Nationale de Ski et de l'Alpinisme) i Stowarzyszenie Przewodników (Compagnie de Guides de Chamonix).
Każda z tych trzech grup organizuje akcję na własną rękę: EMHM, którą kieruje podpułkownik Gonnet, proponuje wspinaczkę drogą normalną i ewakuację ofiar ścianą północną przy pomocy zestawu zjazdowego. ENSA, kierowana wówczas przez Jean Franco, zamierza wspinać się drogą Allaina i dotrzeć do poszkodowanych połączeniem z zachodnią ścianą ponad Wielkim Zacięciem. Przewodnicy przyłączają się do tej ostatniej grupy.
Na dzikim kempingu w Biollay (koło cmentarza) wspinacze organizują spontanicznie trzecią akcję ratunkową. Jej inicjatorami są, między innymi, Garry Hemming, bracia Bodin oraz François Guillot. Ze względu na złą pogodę helikoptery Gendarmerie i Securité Civile nie mogą wystartować.

 

ekipa  Hemminga: na  dole  w  srodku-  z  papierosem  Bodin, wyzej  po prawej Guillot, wyzej po prawej w  czapeczce Hemming,18 sierpnia wieczorem dyrekcja kolei Montenvers podstawia dla grupy Hemminga specjalny pociąg. Ze względu na pogarszającą się pogodę wspinacze decydują się spędzić noc na dworcu zębatej kolejki. W tym samym czasie kończą się przygotowania do akcji w ENSie i dwa dni później w stronę ściany północnej wyruszają: Yves Pollet-Villard, Gerard Devouassoux,Yvon Masino i Christian Mollier. Mobilizuje się także grupa EMHM, w której znajdują się czołowi wojskowi wspinacze, ich kierownikiem jest aspirant guide - Nano Coudray (kilka lat później zdementuje on pogłoski o planie użycia zestawu zjazdowego twierdząc, iż jego ekipa usiłowała dotrzeć do ofiar normalnymi zjazdami ścianą północną).

Garry Hemming, Gilles Bodin, Francois Guillot, Lothar Mauch, Mike Burke oraz Gerhardt Bauer rozpoczynają uciążliwe podejście na Rognon des Drus. Ich plan: dotrzeć do Niemców jak najszybciej, to znaczy droga klasyczną. (fot. Ekipa  Hemminga: na dole w środku z papierosem Bodin, wyżej po prawej Guillot, wyżej po prawej w czapeczce Hemming,
jeszcze wyżej po prawej Desmaison. Nad Bodinem Burke - w okularach.  Innych  trudno  zidentyfikowac)


19 sierpnia nad ranem alpiniści docierają do moreny i kierują się w stronę kuluaru podejściowego. Złe warunki i nowa burza opóźniają tempo wspinaczki. Bodin słyszy wołania z dołu: Ekipa ratownikow-wspinaczy na  drodze Magnone'ato Rene Desmaison i Vincent Mercier nadchodzą z pomocą. Hemming i Bodin zakładają kilka poręczówek by przyśpieszyć połączenie obu grup. W opadach ulewnego deszczu, którym towarzyszą lawiny kamienne, wspinacze docierają wreszcie pod zachodnią ścianę i 20 sierpnia o świcie osiągają terrasses inférieures pod drogą Magnone'a.

Dla uwięzionych na ścianie Niemców rozpoczyna się siódmy dzień oczekiwania.

Mokra skała opóźnia tempo wspinaczki. O 23 Guillot dociera do zaklinowanego bloku nawiązując po raz pierwszy kontakt głosowy z Niemcami. Członkowie ekipy Hemminga są wyczerpani, gdyż planowali dotrzeć do ofiar już po pierwszym dniu wspinaczki. Do półek pozostało im jeszcze 5 wyciągów. Ratownicy decydują się na kolejny biwak. (fot. Ekipa ratownikow-wspinaczy na drodze Magnone'a)

W tym samym czasie ekipa przewodników dociera do połączenia ściany zachodniej z północną. Pollet-Villard przekazuje wspinaczom polecenie Franco: Niemców należy ewakuować północną ścianą. To rozkaz!
Hemming odpowiada negatywnie: Niemcy są wyczerpani i nie wytrzymają zjazdów zalodzoną ścianą. Wycofujemy się drogą Magnone'a.Jednocześnie, kilkadziesiąt metrów wyżej, zjeżdża ze szczytu ekipa EMHM. Z Niemcami na półkach: od lewa - Guillot, w głębi  Hemming, u dołu  NiemcyPodczas podejścia przy schronisku Charpoua przyłączył się do wojskowych młody, niemiecki alpinista Wolfgang Eggle. Na skutek braku doświadczenia i fałszywego manewru ginie on na północnej ścianie podczas zjazdu.



O 11-tej Desmaison i Guillot docierają do poszkodowanych, biwakujących na półkach, zwanych od tego czasu vires des allemands. Desmaison robi pamiątkowe zdjęcie dla Paris Match, które w kilka dni później stanie się symbolem akcji, a także przysporzy jego autorowi problemy z przewodnicką hierarchią. (fot. Okładka Paris Match: Z Niemcami na półkach: od lewa - Guillot, w głębi Hemming, u dołu Niemcy)

Niemcy są skrajnie wyczerpani, pomimo posiadanych żelaznych zapasów od kilku dni nie jedli prawie nic.

Wczesnym popołudniem ratownicy rozpoczynają niekończącą się ewakuację zjazdami drogą klasyczną. Pod ścianą wyśmienita niespodzianka: wielkie żarcie, przygotowane przez chatara schroniska Charpoua.

 

Garry Hemming i jeden z NiemcówTego dnia pogoda dopisuje i cały ten beau monde zostaje przetransportowany helikopterami do droping zone (DZ) w Bois kolo Les Praz. Tam oczekuje go ponad 80 dziennikarzy reprezentujących największe europejskie agencje prasowe, około trzystu alpinistów i ciekawskich. Kilka dni później w Paryżu Rene Desmaison dowiaduje się o zaocznym wykluczeniu go z Compagnie des Guides de Chamonix. Oficjalnie za brak subordynacji podczas akcji.

Po sauvetage na Dru Garry Hemming, prowodyr akcji, staje  się jedną z najpopularniejszych postaci we Francji. Długowłosy "beatnik", legenda wspinaczkowa lat sześćdziesiątych, staje  się bohaterem narodowym w heksagonie.

 

 

 

Gilles Bodin opowiada o "aferze" na zachodniej ścianie Petit Dru

Gilles Bodin Piotr Paćkowski: Dziękuję za przybycie do Tines, prawie pod ścianę, o której będziemy rozmawiać.
Gilles Bodin: OK, ale z tego twojego balkonu to jeszcze ze trzy kilometry pod Zachodnią. Kiedy wychodzimy? Chcesz z pewnością pogadać o akcji z 1966 roku?

PP: O tym, jak tam było naprawdę, o Desmaisonie i o ostatnich obrywach na Dru.

GB: W sierpniu zrobiłem: Bonattiego z Frehelem, nawiasem mówiąc jako jeden z nielicznych wówczas przewodników ostro łojących! Żeby szybko wrócić do Chamonix (wiesz jak to jest, kiedy chodzi o dziewczyny.) wracaliśmy kuluarem. Po drodze spotkaliśmy dwóch Niemców, którzy podchodzili pod zachodnią ścianę. Opierając się na naszym francuskim meteo wiedziałem, że ma się zacząć dupówa. Niemcy mieli szwajcarskie prognozy i byli pewni, że będzie dobra pogoda. Gdy dowiedziałem się o przyblokowanym na ścianie zespole - wiedziałem bankowo, że byli to właśnie ci Niemcy.

PP: W Polsce często taternicy pomagali Goprowcom, wasz udział w akcji był spontaniczną inicjatywą?

GB: Każdy ze wspinaczy uczestniczących w tej przygodzie był ochotnikiem :Garry, Guillot i inni. Uważaliśmy udział w akcji za nasz honorowy obowiązek, nawet za cenę życia. Jak z pewnością pamiętasz, na północnej ścianie zginął wówczas Wolfgang Eggle podczas zjazdów z ekipą EHM.

PP: Tak, pamiętam; w latach pięćdziesiątych zginął w podobny sposób jeden z pionierów polskiego alpinizmu - Wawrzyniec Żuławski - w szczelinie pod Mont Blanc du Tacul, idąc na poszukiwanie towarzyszy. Nie wiem, czy Żuławski o tym wiedział, ale chyba tak: na sztandarze wojskowym, prezentowanym przed polskim rządem emigracyjnym w Londynie widniała dewiza: miłość wymaga ofiar. Nie pamiętam już dokładnie, ale jest ona chyba bliska dewizie Błękitnego Krzyża.
Jak narodziła się idea ewakuacji Niemców drogą klasyczną?

GB: Od początku to był nasz pomysł, Hemminga i mój. Uważaliśmy, iż zjazdy północną ścianą to idiotyzm! Poza tym wiedzieliśmy, co robimy i z kim robimy. Garry Hemming otworzył przecież "directe americaine'', Mike Burke robił jej drugie powtórzenie!
Na dworcu Montenvers spotkaliśmy innego Niemca, Gerhardta Bauera. Pytam się go: "Co robileś w Alpach?" "Ostatnio północną Matterhornu z dwiema panienkami." "No to możesz iść z nami." W naszej pierwszej szóstce był także Lothar Mauch, aktualny partner Hemminga i Francois Guillot, jeden z najlepszych ówczesnych wspinaczy. Potem dołączył Desmaison i Mercier. W Chamonix na kempingu zaofiarowało swą pomoc także wielu innych, wyśmienitych wspinaczy: Doug Haston, Beverly Clark oraz Elie Moriarty. Nie było sensu, żeby wszyscy szli na akcję, ich zadaniem było zapewnienie zaplecza sprzętowego.

PP: A co Desmaisonem? ENSA i EHM chcieli go zgnoić, gdyż "ośmielił się" opublikować pierwsze zdjęcia po dotarciu do Niemców ?

GB: Rene sprzedał reportaż dla Paris Match, ale był to jego biznes. To, co mu zawsze zarzucałem, to to, że poszedł z nami na akcję z kontraktem w kieszeni. Inaczej nigdy by nie poszedł i nie doszedł, gdybym mu nie rzucił liny. Rene zawsze był na fali i miał dobry feelling z prasą, to jego zaleta, lecz po Dru nakręcił całą sprawę pod siebie i co najgorsze zniekształcił nieco prawdę. On sam wie najlepiej jak było, zresztą pojutrze będziesz się z nim widział i usłyszysz, co ci powie o akcji na Dru. Rene wie dobrze, że prawda jest inna, ja osobiście mówiłem o tym niedawno w lokalnej telewizji, Desmaison widział ten program. Chciałbym wierzyć, że w ostatniej książce, którą napisał, będzie uczciwy z samym sobą. Może dowiemy się kiedyś, jak było naprawdę na Całunie i na nowej drodze w 1971 roku z Sergem Gousseaud, na lewo od Walkera. Zazdrośni szepczą, że Desmaison nie skończył Całunu, gdyż śpieszył się, by wysłać zdjęcia do Paris Matcha.
Drugą niejasną sprawą jest śmierć Serga. Miał poodmrażane ręce. Nikt nie będzie kontynuował wspinaczki w takim stanie. Zresztą słowa są srebrem a milczenie złotem. To są te górskie smrody. Wasz Kukuczka też stworzył wielu zazdrosnych Polak, zrobił - jako drugi na świecie - 14 ósemek. Inni walczą do dzisiaj, mając lepsze warunki finansowo-sprzętowe. Potem była sprawa Tomo Cesena: osobiście myślę, że zrobił drogi o których mówił. Zresztą nie trzeba daleko szukać, gdyż w Chamonix jest kilku mitomanów.

PP: Jak bylo na ścianie?

Directe Americane -chemat drogiGB: Wspinaliśmy się, jak wiesz, drogą klasyczną, najgorzej było w 90-metrowym zacięciu, dzisiaj to jest 6b+ albo 6c, wówczas to była droga częściowo hakowa. W akcji uczetniczyli najlepsi wspinacze w tamtej epoce, na przykład Garry. Jednak dostaliśmy porządnie w d... Wyobraź sobie, że były takie momenty, kiedy Hemming, Rene, ja i inni robiliśmy po kilka metrów ściany w godzinę. Burza tak dawała, że aż czekany podskakiwały od piorunów. Gdy doszliśmy do Niemców, mówię do Desmaisona: "to ty bierzesz forsę z Matcha, bedziesz więc nas asekurował do samego dołu." I tak było; każdy musiał wykonywać czarną robotę, nawet on.
PP: Opowiedz teraz, na zakończenie tego tematu, o "dymach" z wojskiem podczas waszego spotkania, tam na połączeniu z północną ścianą.

GB: Nagle usłyszeliśmy: "na rozkaz Franco macie przekazać nam Niemców, powtarzam to rozkaz!!!" Nasza odpowiedź była raczej niecenzuralna! No i rozpoczęliśmy zjazdy zachodnią ścianą. Znasz moją opinię o wojsku, znamy się od kilku lat. Harlin był ponoć w Wietnamie, ja odmówiłem wyjazdu na inną wojnę. (wojna w Algerii - przyp. Autora). Przez długie lata walczyłem, by ratownictwo górskie było domeną tych, którzy mają do tego predyspozycje i doświadczenie. Do dzisiaj nic się nie zmieniło, jest tak jak wtedy, na północnej Dru! Niektóre akcje PGHM-u to naprawdę amatorszczyzna.

PP: Sprawa wykluczenia Desmaisona. Niedawno Christophe Profit olał Compagnie des Guides de Chamonix. Ten sam odwieczny problem?

GB: Rene został wykluczony, gdyż nie podobała się im nasza indywidualność. Kiedyś "nie-góralom" trudno było się dostać do Compagnie. Za każdym razem, gdy brakowało czołowki przyjmowali "francuskich obcokrajowców". Dlatego zaakceptowali Lachenala, Terray'a i innych, Desmaison został kozłem ofiarnym, nie za to, że opublikował zdjecia, na których nie było "konkurencji", lecz za sprzeciwienie się szefom Compagnie podczas akcji na Dru. Dlatego niedługo po tej akcji założyłem na rue des Moulins jedną z pierwszych niezależnych kompanii przewodnickich. Tego do dzisiaj nie mogą mi zapomnieć. Jak wiesz, pochodzę z Centrum Francji. Kiedy mój syn, Kim, został przewodnikiem, musieli go przyjąć do Compagnie, gdyż jest urodzony w Dolinie, i zaakceptować go.
Co do Profita: to, co powiedział w prasie to prawda. Compagnie chciała zamknąć zejście z Aiguille du Midi, bo ponoć było niebezpiecznie. To do przewodnika należy decyzja: wyjść czy nie. Jeśli tak, to w taki sposób by zachowane było bezpieczeństwo. Inaczej trzeba by zamknąć całe góry.

PP: Co myślisz o ostatnich obrywach na zachodniej ścianie? Kiedy będzie można tam się wspinać?

GB: Myślę, że trzeba poczekać może jeszcze ze dwa sezony. Babanow ma dzisiaj wielu sobowtórów, a ty wylecz sobie najpierw ramię (przytakiwania mojej żony!!!)

PP: Gilles, dziękuję za te kilka chwil spędzonych z tobą na Zachodniej.

GB: Pozdrowienia dla polskich wspinaczy. Następnym razem, jeśli chcesz, porozmawiamy o Andrzeju Mrozie, którego spotkałem kiedyś na Malych Jorrassach. To był gość. Uciekam zanim włączysz magnetofon. Bye, bye!
PS. Gilles Bodin niezależny przewodnik wspinający się jeszcze, pomimo emerytalnego wieku.
Rozmowa przeprowadzona w Tines 19 lipca 2005

 

BŁYSKAWICZNY WYWIAD Z DESMAISONEM

Rene Desmaison 22 lipca 2005, ulica doktora Paccarda w Chamonix, księgarnia LE CHARDON BLEU. Desmaison podpisuje tutaj swą ostatnią książkę: Forces de montagne.

Przed księgarnią, przy stoliku pod parasolem Rene Desmaison; monstre de montagne, Roland Ravanel, pisarz i przewodnik z Argentiere (też podpisuje książkę - Zapiski przewodnika) oraz Christian Brincourt, autor wydanego na początku miesiąca, Wysłannika Specjalnego (zbiór wielkich wydarzeń w Chamonix).
Widząc Rollanda, którego znam od ubiegłego roku, wiem, że nie wszystko stracone (gdyż tremę mam trochę przed Desmaisonem) i że będzie okazja do nawiązania rozmowy.


Piotr Paćkowski: Bonjour, jeśli Pan pozwoli, poproszę o kilka słów.

Rene Desmaison: nie ma problemu jeśli tylko łowcy autografów nam na to pozwolą.

PP: Jako Paryżanin przez wiele lat wspinał się Pan w Fontainebleau, czym była dla Pana ta szkoła?
RD: Przez długie lata mieszkałem tuż obok słynnych bloków. Wówczas nie myślałem, jak zresztą każdy młody wspinacz, o konsekwencjach zeskakiwania ze skały na ziemię po nieudanym podejściu. Wszyscy mieliśmy tam ciągle powykręcane stopy, to była moja szkoła podstawowa, bardzo dobra szkoła. To było wczoraj. Tak, wczoraj wieczorem.

PP: Jakie mocne momenty zachował Pan w pamięci po akcji na Dru?

RD: Przede wszystkim ekipę ludzi, którzy praktycznie się nie znali. I koniec akcji: poszliśmy po Niemców i udało się nam ich uratować. To było wówczas najważniejsze. To wszystko.

PP: Jak przyjął Pan wykluczenie z Compagnie des Guides?

RD: Bez bólu. Miałem już wówczas prywatną klientelę, a zresztą, wkrótce potem,założyłem pierwszą we Francji kompanię niezależnych przewodników. Compagnie nie była mi potrzebna, nie już, ale wcale.

PP: Jak reaguje Pan na dymisję Profita z tej instytucji?

RD: Christophe sam odszedł, mnie wylano. Jego poglądy, z tego co słyszałem, co do wykonywania zawodu przewodnika różniły się od tych praktykowanych przez Kompanię.

PP: Teraz jedno z ostatnich pytań, gdyż widzę, iż napływają nowi łowcy autografów. Moje prywatne pytanie. Czy to prawda, iż uczestniczył Pan z Harlinem w jednej z prób na Eigerze, górze, która stała się dla niego obsesją, ostatnią obsesją? Pytam o to, gdyż góra z górą się nie zejdzie, lecz dwóch alpinistów tej klasy musiało kiedyś się spotkać.

RD: Tak, to prawda, nie pamiętam dokładnie, w którym roku, w latach 60-ych. Byliśmy we trójkę : Harlin, André Bertrand, przewodnik z Loisans i ja. Z Harlinem wspinałem się tylko raz.

PP: Wyższa siła gór, czy to jest właśnie to odczuwane przez nas, wspinaczy, wrażenie nienasycenia, powodujące, iż tam powracamy?

RD: To właśnie to, dlatego tam powracamy. To była moja dewiza.

PP: Bardzo dziękuję za tę krótką rozmowę.

Rozmowa przeprowadzona w Chamonix 22 lipca 2005 roku.

 

GARRY HEMMING O ZAKOŃCZENIU AKCJI PO NIEMCÓW

11-ta godzina, wahadłowy trawers. Hak, lina i na drugim jej końcu metalowa tyża. Lot. Długi lot. W dół. Gdzie kolory, odgłosy i ruch. Zjazdy w kierunku ziemi.
Powrót na ziemię.
Powrót do: w Turcji ratownicy przeszukują ruiny po trzęsieniu ziemi.
Powrót do: 40 ofiar na drogach podczas ostatniego weekendu.
Powrót do: Stany Zjednoczone zaatakują jesienią Północny Wietnam?
Powrót do: ściana północna czy zachodnia. Którą lepiej zwieźć rozbitków z Dru?
Powrót do dobrego jedzenia, gorącej kąpieli i ciepłego łóżka. (..)

PARIS MATCH nr 908 z 3 września 1961